Archiwum dla Marzec, 2010

Capoeira – taniec i walka

Najczęściej słysząc hasło „Capoeira” myślimy sobie o tym – to coś z tym tańczeniem –w rzeczywistości jest to bardzo dyskryminujące pojęcie tej jakże bogatej i przepełnionej filozofią sztuki walki.

Swoje początki Capoeira zawdzięcza środowisku niewolników pochodzących z różnych części kontynentu afrykańskiego przywiezionych na tereny obecnej Brazylii. Bardzo długo zabroniona dyscyplina była rozwijana przez biedotę właśnie po to, aby móc manifestować swoją odrębność kulturową oraz bronić się przed wojskiem i właścicielami ziemskimi. Dopiero od 1930 roku, dzięki pracy jednego z największych nauczycieli tego stylu Mestre Bimby, można było legalnie trenować tą sztukę, dzięki czemu zyskała ona powoli coraz większą popularność w Europie oraz Stanach zjednoczonych.

W Capoeira mamy do czynienia ze zlepkiem walki, magii i obrządków związanych z różnymi religiami. Każdy element ma swoją nazwę i miejsce w ceremonii, jaką jest gra dwóch zawodników w Roda (wym. Hoda – krąg, koło). Każda gra powinna posiadać akompaniament przynajmniej jednego łuku muzycznego, tzw. Birimbau, to ten instrument określa charakter walki, jaka toczona jest przez zawodników w środku koła stworzonego przez resztę graczy. W Capoeira wcale nie chodzi o to by jak najszybciej położyć przeciwnika na deskach, każde starcie jest swego rodzaju dialogiem, każdy z uczestników wykonując jakąś technikę zadaje przeciwnikowi pytanie lub odpowiada na pytanie zadane jemu.

Charakterystyczną cechą pokazów Capoeira jest wiele elementów akrobatycznych tzw. Floreios, czyli kwiatków, które nie mają żadnego waloru ofensywnego, lecz sprawiają, że niewprawne oko nie dostrzega kopnięć i ciosów, które wymierzają sobie adepci tej jakże ciekawej sztuki. Ciągły ruch graczy sprawia wrażenie harmonijnego tańca, który w rzeczywistości może być bardzo niebezpieczny jeśli ktoś niedoświadczony wchodzi do Roda. Wiele technik może wyrządzić krzywdę jeśli druga osoba nie zachowa ostrożności. Podstawową zasadą jest tu to, że należy unikać ciosów, po to by móc samemu wymierzyć je przeciwnikowi.

Jogging jako złoty środek do walki z zimową oponką.

Powoli zbliża się wiosna – czas odnowy, czas cieńszych ubrań i planowania wakacyjnych urlopów. Najczęściej wyobrażając sobie urlop myślimy o plażach zalanych słońcem, pełnych roznegliżowanych ludzi. Nasze marzenia w pewnym momencie są zakłócone przez jedną myśl – co zrobić żeby wyglądać atrakcyjnie wśród tych wszystkich pięknych ludzi.

Niestety życie w naszej strefie klimatycznej niesie po zimie niemiłą niespodziankę w postaci mniejszej lub większej oponki na brzuchu. Cóż można na to poradzić? Otóż właśnie wiosna niesie w sobie nadzieję, coraz dłuższe dnie i znikający śnieg dają nam możliwość w efektywny sposób zadbać o swój wygląd i samopoczucie.
Nikomu nie jest obcy jogging, każdy wie, czym jest i jak go uprawiać, w końcu każdy z nas był dzieckiem i uganiał się po podwórku za piłką czy grał w berka, biegać każdy może i potrafi – niestety nie każdy to lubi. Dojrzewanie ma to do siebie, że stajemy się coraz bardziej wygodni i nieraz bardzo często nam się zmobilizować żeby nawet wyjść na spacer. Jeśli jednak chcemy, aby nasze wakacje wyglądały tak jak sobie to wyobrażamy musimy sobie pomóc. Idealnym sposobem spożytkowania sprzyjającej aury jest wdzianie wygodnego obuwia, designerskiego dresu koniecznie z dużym logo firmowym widocznym z dużej odległości i wyruszenie na podbój miejskich chodników, skwerów i podmiejskich polnych dróżek.

Bieganie daje niesamowitą frajdę, oczywiście pierwsze przebiegnięte kilometry będą okupione zadyszka i litrami potu, zakwasami na drugi dzień, lecz w miarę wsiąkania w tą aktywność każdy z pewnością zauważy, że codziennie możemy biec coraz dłużej, zaczynamy wyrównywać oddech w trakcie biegu, a zakwasy przestają być czymś nieprzyjemnym, wręcz przeciwnie, zaczynają być czymś, co daje nam satysfakcję. Wszystko jest kwestią odpowiedniego nastawienia, po krótkim czasie regularnego uprawiania joggingu przestaniemy używać windy w biurze z obawy przed zadyszką po wejściu na czwarte piętro, a nasi znajomi zauważa poprawę naszego nastroju i samopoczucia. Regularny wysiłek fizyczny sprawia, że do naszego mózgu wysyłany jest zastrzyk endorfiny – hormonu szczęścia, dzięki któremu nasze samopoczucie i zadowolenie z życia, a co najważniejsze niewygodny tłuszczyk zniknie szybciej niż się pojawił!